Jeszcze więcej o szumach usznych

Opracowała: dr n. med. Grażyna Bartnik

Jak często występują szumy uszne i jakie znaczenie mogą mieć  w życiu pacjenta ?

Na szumy uszne uskarża się co piąty Polak. Dla części chorych są to doznania bardzo dotkliwe. Szumy uszne utrudniają pracę, zasypianie i sen, zaburzają koncentrację, odpoczynek, codzienne funkcjonowanie, drażnią, powodują lęki, czasami depresję.
Z badań epidemiologicznych, które na przełomie lat 1998/99 przeprowadził warszawski Instytut Fizjologii i Patologii Słuchu, wynika, że szumy uszne odczuwa co piąty dorosły Polak, zaś stale boryka się z nimi ok. 5 proc. dorosłych mieszkańców naszego kraju. Wykazano też, że częstotliwość występowania szumów rośnie z wiekiem. Ponadto szumy okresowe mają tendencję do przechodzenia w szumy o charakterze stałym. Nieznacznie, choć istotnie częściej, uskarżają się na nie mężczyźni.
Z badań, a także z praktyki klinicznej wiadomo jednak, że samo odczuwanie szumów nie jest jednoznaczne z cierpieniem z tego powodu. Są osoby, które słyszą szumy latami, ale nie jest to dla nich szczególnie przykre, a są tacy, dla których szumy od początku stają się poważnym problemem życiowym. Badania prowadzone w Wielkiej Brytanii wykazały np., że szumy uszne odczuwa ok. 40 proc. dorosłych Brytyjczyków, dla 8 proc. są one bardzo uciążliwe, zaś dla 0,5 proc., czyli ok. 200 tys., uciążliwość jest tak poważna, że nie są oni w stanie pracować i normalnie funkcjonować. Około 80 milionów Amerykanów odczuwa szumy uszne co stanowi ponad 25 % całego społeczeństwa.

Słyszy sam mózg

Szumy towarzyszyły człowiekowi od zawsze, ale ostatnio coraz więcej ludzi wie o ich istnieniu i coraz więcej szuka też pomocy. Gdy w 1996 r. pierwsi w kraju zaczynaliśmy się zajmować tym zagadnieniem w Instytucie Fizjologii i Patologii Słuchu w Warszawie, po to, by zdobyć pacjentów, reklamowaliśmy nasz ośrodek, przygotowywaliśmy plakaty, ulotki, organizowaliśmy spotkania i pogadanki. Dziś nie trzeba już nikogo zachęcać. Pacjenci z szumami usznymi stanowią znaczny procent wszystkich osób zgłaszających się do lekarzy laryngologów i audiologów. Niestety, często nadal nie mogą znaleźć fachowej pomocy.
Wyróżnia się dwa główne rodzaje szumów: obiektywne i subiektywne.
Szumy obiektywne może usłyszeć także osoba z zewnątrz za pomocą lekarskiej słuchawki albo nawet gołym uchem. Szumy obiektywne najczęściej są wynikiem jakiegoś zakłócenia w przepływie krwi, np. naczynie krwionośne w okolicy ucha ulega zwężeniu. Uderzająca w to zwężenie krew wywołuje falę akustyczną, a pacjent odczuwa ją jako tętniący, niedający spokoju szum. Szumy obiektywne czasem daje się leczyć usuwając ich przyczynę. Trzeba przede wszystkim znaleźć źródło dźwięku, a następnie – jeśli to możliwe – usunąć je, np. poszerzyć zwężone naczynie lub udrożnić trąbkę słuchową. Jest to jednak dość rzadki rodzaj dolegliwości.
Aż 95-98 proc. szumów stanowią szumy subiektywne. I tu sprawa jest znacznie bardziej skomplikowana. Są one całkowicie subiektywnym doznaniem. Słyszy je wyłącznie pacjent, nie da się ich zmierzyć, skontrolować, zarejestrować. Nie ma bowiem żadnego źródła dźwięku ani w uchu, ani w głowie, nie ma fali akustycznej, która by mechanicznie pobudzała ślimak. Szumy subiektywne biorą się ze zmienionej aktywności neuronalnej w drodze słuchowej, co prowadzi do wytworzenia patologicznej aktywności w Centralnym Układzie Nerwowym. Skutkiem tego jest często utrwalenie się tego zjawiska i powstanie szumów chronicznych. Można powiedzieć, że w takich przypadkach, szumy słyszy sam mózg, bez udziału ucha. Dochodzi do tworzenia tzw. szkodliwej plastyczności mózgu, po angielsku: „harmful plasticity”.
Sygnał szumowy powstaje najczęściej w uchu wewnętrznym, natomiast za percepcję szumów i negatywne reakcje na szumy odpowiadają zmiany plastyczne w mózgu. Dlatego nie daje się wyleczyć chronicznych szumów, lecząc tylko ucho.

Nieznośne fantomy

Szumy uszne fachowo określa się jako percepcję fantomową. To znaczy, że choć na zdrowy rozum nie powinniśmy odczuwać żadnych wrażeń słuchowych, to jednak odbieramy fantomowe (nieistniejące naprawdę) dźwięki. To tak jak z bólami fantomowymi po amputacji kończyny. Są pacjenci, którzy do końca życia czują, że boli ich amputowana noga bądź ręka, albo że kończyna której nie ma, swędzi. Dzieje się tak dlatego, że mózg nadal “uważa”, iż ta część ciała wciąż istnieje. Przez wiele lat odbierał i przetwarzał płynące stamtąd sygnały, a teraz „tworzy je sam, na własną rękę.”
Szum subiektywny powstaje na tej samej zasadzie. Najlepszym na to dowodem jest fakt, że szum może istnieć w całkowicie głuchym uchu.
O fantomowym charakterze szumów świadczy też to, że nie udaje się w takim wypadku pozbyć ich poprzez przecięcie nerwu słuchowego. Kiedyś sądzono, że taka operacja powinna przynieść ulgę, a w praktyce zwykle bywa odwrotnie.

Gwizd, pisk, świst i łomot

Choć powszechnie używamy pojęcia “szumy”, faktyczne doznania słuchowe mogą być bardzo różne. Dzwonienie, gwizd, pisk, syk, pukanie, świst, świergot, bulgotanie, wycie, ćwierkanie, łomot i wiele innych dźwięków. Wszystkie umownie nazywamy szumami usznymi.
Szumieć może w jednym albo w obydwu uszach. W okolicy uszu albo w głowie, z jej tyłu, z przodu, po bokach. Czasem szum przenosi się z jednego miejsca w drugie.
Ponieważ każdy człowiek jest inny, każdy odczuwa szumy inaczej i inaczej na niego reaguje. Nie ma bezpośredniego związku dokuczliwości szumów usznych z ich psychoakustycznymi parametrami. Zdarza się, że stosunkowo słabe, ciche szumy w badaniach psychoakustycznych są szczególnie dokuczliwe i nie pozwalają żyć.
Pacjenta z szumami trzeba zawsze najpierw zdiagnozować. Podstawą diagnozy jest wszechstronny wywiad dotyczący charakteru dolegliwości i towarzyszących chorób.
Jeśli szum pojawia się nagle, może być konsekwencją infekcji wirusowej lub bakteryjnej albo tzw. urazu akustycznego po głośnym koncercie czy pobycie na strzelnicy. Nagłe pojawienie się szumu zdarza się też na skutek silnego stresu, choć niekorzystny jest też stres przewlekły. Nie dość, że powoduje on i nasila szumy, to jeszcze bardzo utrudnia ich leczenie.
Szumy mogą być efektem urazu głowy i szyi, a także towarzyszyć całej gamie chorób uszu o charakterze zapalnym i niezapalnym. Bywa, że pojawiają się po pewnych lekach, na skutek zatrucia używkami, np. po mocno zakrapianej nocy, po papierosach czy narkotykach.

Długa lista terapii

Poza przeprowadzeniem wywiadu lekarz dokładanie bada pacjenta, by wykluczyć konkretną, organiczną przyczynę szumu, którą należy np. operować (ognisko zapalne, rozrostowe). Samych szumów nigdy nie leczy się operacyjnie, ale nie można przeoczyć patologii współistniejącej z szumem i wymagającej takiego leczenia.
W wyniku drobiazgowych badań lekarze zwykle są w stanie powiedzieć, jaki rejon ucha jest źródłem kłopotów (na ogół jest nim ślimak). Jak wspomniano, uszkodzenia te często są bardzo drobne. Nie dość, że nie wymagają one leczenia, to komórki słuchowe takiemu leczeniu w ogóle się nie poddają. Jeśli coś się w nich “zepsuło”, medycyna nie jest w stanie przywrócić ich do normalnej funkcji.
Przez lata myślano, że leczeniem ucha może “wyleczyć” szumy. W tym celu stosowano najrozmaitsze terapie. Należą do nich m.in.:
farmakoterapia – stosuje się tu różne leki, poprawiające ukrwienie i metabolizm komórek nerwowych, ale także środki uspokajające, nasenne, antydepresyjne. Wielu lekarzy słabiej znających się na szumach usznych chętnie przepisuje leki, pacjent też czuje się lepiej, jak wyjdzie z gabinetu z receptą. Problem w tym, że leki na szumy niewiele pomogą, a dłuższe ich stosowanie (zwłaszcza środków uspokajających) może uzależniać
akupunktura
tlenoterapia w komorach hiperbarycznych (chodzi o lepsze utlenienie komórek słuchowych)
maskowanie, czyli podawanie dźwięków głośniejszych od szumu, by słyszeć je, a nie szum
elektrostymulacja, czyli podawanie prądów do ucha po to, by zmienić jego czynności elektryczne (szczególnie przydatna w przypadku osób noszących implanty słuchowe)
hipnoza
laseroterapia
stymulacja elektryczna/magnetyczna ucha lub głowy
Większość z tych metod ma raczej znaczenie historyczne. Chociaż zdesperowany pacjent ma prawo próbować każdej z nich, nowoczesne leczenie szumów wygląda dziś inaczej. Skupia się na ‘przemodelowaniu’ mózgu i zmianie jego plastyczności neuronalnej ‘nakręconej’ w patologiczny sposób w procesie rozwoju szumów.

Neurofizjologowie kontra psychologowie

Specjaliści od szumów – zarówno naukowcy, jak klinicyści – podzieleni są dziś na dwa obozy: zwolenników tzw. neurofizjologicznego modelu terapii szumów i zwolenników modelu psychologicznego. Ci pierwsi twierdzą, że szumy powstają po utrwaleniu się pewnych odruchów zachodzących głównie na poziomie podświadomości. Celem terapii jest zniesienie lub zmniejszenie tych odruchów w centralnym układzie nerwowym człowieka, co prowadzi do habituacji percepcji szumu i reakcji na szum. Stosuje się tu metodę Tinnitus Retraining Therapy (TRT), czyli systematyczne konsultacje i odpowiedni trening dźwiękiem przez co najmniej kilka miesięcy. Do terapii dźwiękiem służą specjalne urządzenia do stosowania w ciszy, tak aby własny szum nie był nigdy jedynym bodźcem akustycznym. Są to generatory emitujące zwykle szum szerokopasmowy lub dźwięki naśladujące odgłosy natury, np. deszczu, wiatru lub strumyka. Ostatnio największą rolę odgrywają tutaj generatory stacjonarne, rzadziej konieczne są generatory zauszne lub wewnatrzuszne.
Drugi kierunek leczenia – psychologiczny – zakłada, że działanie na podświadomość nic nie da, że trzeba włączyć ‘rozum’ i dopiero za pomocą siły woli i intelektu okiełznać szum. Psychologowie twierdzą, że jak bardzo będziemy chcieli, nauczymy się odpowiednich reakcji na szum i powoli przestanie być on dla nas problemem. Do tego celu służą różnego rodzaju terapie psychologiczne.
De facto obie metody dążą do habituacji, przyzwyczajenia się do szumu, neurofizjologiczna – w sposób częściowo bierny, psychologiczna – świadomy. – Należy zawsze tak działać, aby tę habituację pogłębić. Nie należy trzymać się kurczowo żadnej z metod. Wydaje się, że często najlepsze efekty daje połączenie tych dwóch podejść terapeutycznych. Wszystko zależy od pacjenta. Niektórzy wymagają większego wsparcia psychologicznego, innym wystarcza terapia TRT.
Całkowite pozbycie się szumów jest trudne (zdarza się w mniej niż 5 proc. przypadków). Natomiast dla około 90 % pacjentów po dobrze prowadzonej kilkumiesięcznej terapii, szumy nie stanowią już problemu, nie drażnią, dają normalnie żyć. Stają się tak obojętne, jak przelewająca się woda w kaloryferze czy szum komputera i pacjent o nich po prostu nie pamięta.

Jak nie dopuścić do szumów usznych:

  • unikać ostrego hałasu (uwaga na petardy, strzelnice, bardzo głośne słuchanie muzyki)
  • unikać całkowitej ciszy (w ciszy każdy może usłyszeć szumy uszne)
  • nie słuchać zbyt długo i zbyt głośno muzyki w słuchawkach
  • nie stosować zatyczek do uszu (zatyczki to pierwszy krok do szumów usznych)
  • leczyć do końca wszystkie infekcje
  • leczyć nadciśnienie tętnicze i inne schorzenia
  • leczyć zaburzenia tarczycy
  • dbać o kręgosłup szyjny
  • uczyć się, jak radzić sobie ze stresem
  • prowadzić zdrowy tryb życia
  • uprawiać regularnie jakąś aktywność fizyczną
  • dbać o zdrową dietę z ograniczeniem białek i tłuszczów zwierzęcych
  • mieć pozytywne nastawienie do życia !!!

Jak możemy Tobie pomóc ?. Sprawdź na stronie Szumy uszne - podstawowe informacje oraz dostępne rozwiązania lub skontaktuj się z nami telefonicznie / za pomocą poczy elektronicznej.